Lubię dezorientację

Nie wiem , może być że w ogóle zbyt wiele wymagam i oczekuję od malarstwa. Podobnie jak z seksem człowiek spodziewał się bardzo dużo a potem rzeczywistość nie dorównuje jego wyobrażeniom. Podobne wrażenie odnoszę po wystawie Piotra Janasa.

Pamiętam jeszcze jego poprzednią wystawę "Przygody " we Fundacji . Wtedy mogłem śmiało powiedzieć –to co widzimy przed sobą jest jak gdyby do ostatka nieprzeniesione do zmysłu wzroku lecz zatrzymane w połowie widzenia. Wtedy nie było jeszcze kontekstu „zmęczenia rzeczywistością „ i wynikającego zeń mojego zniesmaczenia podobnymi działaniami młodszych Janasowi (T. Borowski, P. Śliwiński, P. Dunal, czy teraz u Fibaka M.Chojecki...). Co z tego wynika - "Przygody" zapadły w pamięci pozytywnie, jako ciekawa próba wejścia do środka żywej tkanki malarstwa, malarstwa nad którego kondycją historyczną wieko trumny niechybnie się domyka. Tamta wystawa nie babrała się w polskim i nie tylko klimacie posurrealistycznym i to jej robiło bardzo dobre zaplecze.Teraz to samo malarstwo chcąc nie chcąc widzimy w innym świetle ,a autora określa się nawet jako ojca „zmęczonych” .




Kosmiczne ambicje tych że wspomnianych wyżej artystów jeszcze w powijakach ( klucz- Rynek ?) zbliżają się niebezpiecznie do sfery nadużyć estetycznych, do poczynań manierystów i tanich stylizatorów.. Ale oni od tego wcale nie próbują uciec, jak mniemam to ich usprawiedliwienie - czas post-post-post-modernizmu (choć sami nie wiedzą co taki termin miał by zasadniczo definiować; niski poziom , miernotę i dyletanctwo ?!)

Anything goes..anything goes.. Czego oczekują od siebie i od malarstwa skoro po takie trudne medium sięgają? Właśnie na to pytanie nie umieją udzielić mi (i prawdopodobnie sobie) odpowiedzi. Ubrani we wszystkie wdzianka mieszkańców historii sztuki myślą i umożliwiają pomyślenie wszystkiego co da się pomyśleć – lecz sami nie są jeszcze gotowi do istnienia..




Aktualna wypowiedź Janasa przypomina palimpsest w którym poszczególne warstwy nie skrywają się jedne pod drugim lecz wszystkie równocześnie dążą do wyjścia na powierzchnie tekstu przenikając się mącąc i zagłuszając wzajemnie. To przeszkadza. I oto paradoks ekonomi językowej : im większe naładowanie przekazu znaczeniami tym wyższy stopień nieokreśloności. I wydaje się, że w tej nieokreśloności autor „Zet źet żet” tonie. Obrazy fizycznie są słabsze od tych z poprzedniej solówki , mają w sobie mniej wigoru ,nie elektryzują , nie przyciągają swoją intensywnością, ale dzięki Bogu lepsze są od zalewu wyżej wspomnianą falą taniej powtórki z historii sztuki. Zestawiać koniec końców mogę ze sobą obrazy Janasa, Ziółkowskiego, Kowalskiego , Jeschke czy Waliszewskiej dalej poza ten wąski krąg nie ośmielił bym się wyjść.. A jeśli już szukać mam takiego ducha, takie j poetyki wolę sięgnąć po znikome obrazki Rosenstein jeśli na polskim gruncie zostajemy, znajdę coś dla siebie u Bunscha, Judyty Sobel czy Mariana Szulca. Stajuda też nie jest w pogardzie , trzeba tylko wiedzieć gdzie ucho przyłożyć..






W dawnych czasach rozstrzygnięcia ontologiczne były zazwyczaj przez Czas dawane- dawane w konwecjach. Dziś jednak wielu artystów poruszając odważnie współczesne tematy nieświadomie posługuje się rozstrzygnięciami dawnymi i dawanymi – dawanymi w dawnych konwecjach. Na banała zakrawa iż świat współczesnego artysty wypadł z posad. Współczesny artysta wizualny działa poza konwecjami , naturą sytuacji obecnej jest taka konieczność. Artysta taki szczególnie jeśli mówimy o malarzu ,gdzie najzwyczajniej w świecie obraz na płótnie przestał rzeczywistość reprezentować, stwarza tylko dla siebie swoją sztukę. Słowa te znaczą tyle, że każdy artysta dla siebie i tylko na potrzebę własnego dzieła ontologicznie rozstrzyga świat . A każdy inaczej świat rozstrzyga . I tak jest dobrze. Powtarzam : nie świat swej sztuki tylko świat jako Byt , jako sumę bytów. To samodzielne rozstrzygnięcie przesądza o wartości pracy. Janas mimo nierówności ten swój świat umie już rostrzygać, wie co robi. Pozostaje zapytać - co dalej z tą wiedzą zrobi ?





Piotr Janas to artysta który nie żyje w świecie ale też i nie przebywa na wyżynach niebios-artysta taki jak on zapisuje jak sejsmograf to wszystko co go potrąciło. Zapisuje w języku i tak powstaje wypadkowa tych wstrząsów. Ma dobry słuch i zapisuje wiernie i wiednie (tzn,wyraża pragnienia „zbiorowe”, oczywiście proszę mnie dobrze zrozumieć) Jego język staje się negatywem naszego pozytywu. Wystarczy dobrze przeczytać negatyw, żeby poznać pozytyw. Wystarczy zrozumieć to co wklęsłe żeby zobaczyć wypukłe. Mimo całej otoczki interpretacji surreaizującej nadal malarstwo Janasa ( bez niewdzięcznej kalki „zmęczonych rzeczywistością”, kalki co raczej utrudnia recepcję niż ułatwia i systematyzuje ) postrzegam jako nie mającego swego świata. Jego światem nie jest historyczny kierunek sztuki, nie dam sobie łatwo dać wmówić takiego spłaszczenia tych obrazów. Janas na zastany świat nie przystał. Czy dlatego że świata nie znalazł, czy dlatego że eksperymentując zgubił swój świat ? ( bo sa czasy kiedy staje się to możliwe) – więc jeśli nie ma swego świata to znaczy tylko, że swój świat odracza, że sytuuje go w przyszłości. Przyszłość jest jedyną wyobrażalną transcendencją świata , którego się nie znalazło lub który się zgubiło. W tym widzę siłę jego malarskich prób i jego, mimo niezgrabnego poziomu Zet źet żet, potencjał..